„Krowy bedo sie źrebili, kobyły cielili, owieczki prosili! Chłop z chłopem spać bedzie, baba z babo, wilki latać, bociany pływać, słońce wzejdzie na zachodzie, zajdzie na wschodzie!” – w tej przepowiedni Dziada ze sławnej powieści „Konopielka” Edwarda Redlińskiego brakuje jeszcze kilku elementów m.in. srogiej zimy i skwarnego lata. To pierwsze zjawisko obserwujemy akurat na bieżąco. To drugie czeka nas chyba za kilka miesięcy.
Wielbiciele słynnego serialu „Gra o tron” już od początku grudnia z nabożeństwem wypowiadali słynne „winter is coming” ( z ang. „zima nadejdzie”) wieszcząc gwałtowne opady śniegu, lodowatego wiatru i mrozu takiego, że splunięta ślina zamarza w locie. Ich przepowiednie zaliczyły mały „poślizg”, bo dopiero od kilkunastu dni mamy taką zimę jak sprzed lat. I chyba trochę przesadza. A jak się jeszcze posłucha niektórych ekspertów od pogody, to człowiek od razu zaczyna szukać w internecie po ile są agregaty prądotwórcze.
Wielu pamięta chyba bardzo dobry katastroficzny film Rolanda Emmericha pt. „Pojutrze”. Ale dla tych, którym ten obraz umknął z pamięci lub go nie widzieli streszczenie: film opowiada o katastrofie klimatycznej, w której Ziemia wchodzi w nową epokę lodowcową, a ludzkość musi walczyć o przetrwanie. Główny bohater, klimatolog Jack Hall (w tej roli Dennis Quaid), próbuje ostrzec świat przed nadchodzącą katastrofą. Oczywiście niewielu słucha jego teorii i zgadza się z nim. Wiceprezydent USA wręcz go wyśmiewa. Ale zmiany klimatu następują z szybkością galopu koni Jeźdźców Apokalipsy. Tornada, gradobicia, gwałtowne opady śniegu oraz gigantyczny mróz paraliżują cały świat. Zmiany zaskakują m.in. syna naukowca – Sama (Jack Gyllenhaal), który z przyjaciółmi przybył do Nowego Jorku. Wraz z grupą mieszkańców muszą walczyć o przetrwanie w zamarzającym mieście. Tyle przypomnienie. Warto zobaczyć ten film, zwłaszcza teraz, kiedy np. temperatura w nocy w niektórych regionach kraju, również w Zachodniopomorskiem, spada do minus 15 stopni Celsjusza, a śnieg wali z nieba tak obficie jak bzdury z mównicy sejmowej wygadywane przez niektórych tzw. Wybrańców Narodu.
A jeszcze nie tak dawno ludzie gorzko narzekali, że „już prawdziwych zim nie ma i nie będzie”, „kiedyś to były opady śniegu”, „a pamiętacie Zimę Stulecia z 1979 roku?” albo „plusowe temperatury w grudniu i styczniu, to już będzie standard”. I co? Tylko zwolennicy negowania teorii o globalnym ociepleniu zacierają ręce z radości oraz z mrozu. Bo taka zima, według nich, jest wyraźnym dowodem, że nie ma żadnych zmian klimatycznych. Ale jak mawiał Ryszard Ochódzki – prezes Klubu Sportowego „Tęcza” w kultowym „Misiu” Stanisława Barei – „niech te plusy nie przysłonią nam minusów”. Bo naukowcy studzą temperaturę takich gorących wypowiedzi podsuwając kolejne scenariusze od których krew w żyłach zamarza wskazując m.in. na osłabienie Prądu Zatokowego (Golfsztromu), które mogłoby prowadzić do ochłodzenia w Europie. Choć podobno, to kwestia dalekiej przyszłości.
Na razie niektórzy dają na mszę, aby zima odpuściła a Szczecina nie dopadł znowu blackout jak w kwietniu 2008 roku (więcej na ten temat – „Pro memoria – szczeciński blackout” – Szczeciner.pl, maj 2025 rok). Według synoptyków w przyszłym tygodniu czeka nas ocieplenie. Ale potem zima znowu ma nas chwycić mocno w swe objęcia, ścisnąć i nie puścić aż do połowy lutego. Bo, jak w przywołanym już „Misiu”, tłumaczył palacz z pewnej kotłowni „jak jest zima, to musi być zimno”. Może dzięki temu latem będzie mniej komarów.
(gdyby ktoś się nie domyślił, to ten tekst ma charakter żartobliwy, doświadczenie wskazuje jednak, że wielu traktuje wszystko z cmentarną powagą oraz czyta bez zrozumienia, stąd też te słowa wyjaśnienia)












