XTB KSW 112 w Szczecinie przeszło do historii polskiego MMA. Do Galerii Sław organizacji dołączyli Maciej Jewtuszko oraz Karol Bedorf – legendy KSW. W walce wieczoru Patryk Kaczmarczyk pokonał Adama Soldaeva i zdobył pas tymczasowego mistrza kategorii piórkowej. Zapraszam na relację z gali XTB KSW 112.
Karta wstępna
Kat. lekka: Hugo Deux (5-1) vs Wojciech Kawa (9-3)
Deux od samego początku pojedynku wywierał presję na Szczecinianina i starał się obalić swojego przeciwnika, a Kawa próbował odpowiadać ciosami oraz kopnięciami. Francuz dwukrotnie skontrował kopnięcia Polaka obaleniami, za drugim razem przejmując już pełną kontrolą nad Kawą w parterze.
Dwie pozostałe rundy wyglądały praktycznie tak samo – Deux na początku rundy obalał Kawę i kontrolował go w parterze do końca każdej z odsłon pojedynku, konsekwentnie rozbijając Polaka ciosami z góry.
Wynik: Hugo Deux (6-1) jednogłośną decyzją sędziów (30-25, 30-26, 30-25)
Kat. lekka: Adam Masaev (10-0) vs Maciej Kazieczko (9-4)
Na początku walki obydwaj zawodnicy badali się wzajemnie, głównie kopnięciami. Nie trwało to jednak zbyt długo, bo Masaev poszedł po obalenie, co bez większego problemu mu się udało i od razu z dziecinną łatwością przeszedł do dosiadu i zaczął obijać Kazieczkę ciosami z góry.
Polak podczas próby wydostania się z tej pozycji, oddał plecy swojemu przeciwnikowi, co skończyło się tragicznie w skutkach. Masaev chwilę poobijał głowę Kazieczki, aż po chwili udało mu się zapiąć duszenie zza pleców, zmuszając Polaka do poddania.
Wynik: Adam Masaev (11-0) przez poddanie (duszenie zza pleców) w 1 rundzie.
Karta główna
Kat. półśrednia: Dawid Kuczmarski (7-0) vs Krystian Kaszubowski (12-5)
Walka od samego początku nabrała tempa, a to za sprawą tego, że już w jednej z pierwszych wymian ciosów Kuczmarski posłał na deski swojego rywala, a następnie wracającego na nogi Kaszubowskiego próbował poddać gilotyną, lecz „Kris” przetrwał kryzys i walka szybko wróciła do stójki.
Tam obydwaj zawodnicy próbowali urwać sobie nawzajem głowę, co chwilę wchodząc w bokserskie wymiany ciosów. Zarówno jeden jak i drugi mieli swoje momenty, do czasu aż Kuczmarski przeniósł walkę do parteru, gdzie kontrolował i obijał Kaszubowskiego do końca rundy.
W drugą odsłonę pojedynku wszedł lepiej Kuczmarski, trafił rywala dobrymi krzyżowymi i przeniósł walkę do parteru. Tam znowu spróbował gilotyny, lecz Kaszubowski wydostał się z duszenia i tym razem to on znalazł się na górze, lecz dość szybko walka wróciła do stójki.
Tam Kaszubowski wyraźnie się rozkręcił, co i rusz trafiając Kuczmarskiego ciosami prostymi oraz sierpowymi. „Kuczmar” był skrajnie wyczerpany, do takiego stopnia, że zaczął przyjmować ciosy nie na gardę, a na swoją głowę. Pięści „Krisa” bez oporu dochodziły na szczękę rywala, lecz sam Kaszubowski również opadł z sił, przez co nie dał rady wykończyć przeciwnika.
W trzeciej rundzie Kuczmarski wrócił do pojedynku, dobrze pracując na nogach i podgryzając rywala ciosami prostymi. Kaszubowski nie pozostał dłużny, cały szedł do przodu i wywierał presję. W końcu po obalenie poszedł Kuczmarski, który przez pół rundy kontrolował swojego przeciwnika w parterze. Fakt faktem „Kris” był aktywny z dołu, lecz nie miało to za bardzo wpływu na karty punktowe.
Wynik: Dawid Kuczmarski (8-0) jednogłośną decyzją sędziów (3 x 29-28)
Kat. półciężka: Wojciech Janusz (14-8) vs Cedric Lushima (6-1)
Janusz bardzo mocno rozpoczął pojedynek, trafiając swojego rywala serią prawych sierpowych. Spróbował również obalenia, ale bez powodzenia. Szczecinianin nadal wywierał presję, starając się skracać dystans. W końcu Belg zaczął odpowiadać mocnymi ciosami prostymi, dodając do tego kopnięcia.
Nie zrobiło to większego wrażenia na reprezentancie „Berserkers Team”, który wciąż parł do przodu, lecz to Lushima przejął inicjatywę, konsekwentnie trafiając Polaka mocnymi prostymi ciosami. Próbował również kopnięć zarówno na korpus, jak i na głowę. Janusz starał się za wszelką cenę znaleźć odpowiedź na ataki Belga, lecz bez większego powodzenia. W pewnym momencie odpalił nawet serię tzw. weselniaków, które miały znokautować Lushimę, lecz trafiły jedynie w powietrze. W samej końcówce Polak obalił Lushimę, lecz ten przetoczył Szczecinianina.
Na otwarcie drugiej rundy Janusz od razu ruszył na swojego przeciwnika, jednak przygotowany na to Belg skarcił go celnymi uderzeniami. Walka trafiła w klincz, skąd „Kulkinho” próbował przenieść pojedynek do parteru – bez sukcesu.
W wymianach obydwaj mieli swoje momenty. Lushima próbował zapiąć gilotynę nacierającemu Januszowi, lecz Polak zneutralizował tę próbę i to on znalazł się na górze. Nie był jednak zbyt aktywny, co jakiś czas tylko uderzał krótkimi ciosami, co zmusiło sędziego do podniesienia zawodników do stójki. Tam Janusz znowu próbował obalenia, lecz bezskutecznie.
W trzeciej rundzie na dzień dobry „Kulkinho” bez opamiętania ruszył na swojego rywala, lecz Lushima skarcił go serią uderzeń. Polak znowu próbował obaleń, lecz bez skutku. W dystansie Belg spróbował kopnięcia na głowę, które przechwycił Janusz, co pozwoliło mu w końcu obalić rywala.
Tam Szczecinianin do końca pojedynku kontrolował Lushimę, tym razem był na tyle aktywny z góry, że sędzia nie mógł podnieść walki do stójki.
Wynik: Cedric Lushima (7-1) niejednogłośną decyzją sędziów (29-28, 28-29, 29-28)
Kat. kogucia: Kamil Szkaradek (6-1) vs Oleksii Polishchuk (15-5)
Polishchuk na dzień dobry spróbował kopnięcia, lecz Szkaradek skontrował go mocnym prawym, a następnie obalił. Ukrainiec szukał poddań z dołu, a z czasem walka wróciła do stójki. Od razu jednak Polak wszedł w klincz z którego obalił haczeniem swojego rywala. W parterze Szkaradek kontrolował swojego rywala, w pewnym momencie zachodząc mu nawet za plecy, ale szybko został z tej pozycji zrzucony, przez co znalazł się w niedogodnej dla siebie sytuacji. Polishchuk połasił się na poddanie, lecz kompletnie nieprzygotowany skończył na plecach.
W drugą rundę lepiej wszedł Ukrainiec, trafiając parę razy Polaka, lecz z czasem Szkaradek odpowiedział mocnym sierpowym, a po tym obalił rywala na środku oktagonu. Reprezentant „Grappling Kraków” świetnie kontrolował starającego się wydostać Polishchuka. W końcu Szkaradek zaszedł rywalowi za plecy i zaatakował ciasnym duszeniem, czym zmusił swojego przeciwnika do poddania.
Tym samym Polak wbrew opiniom ekspertów i bukmacherów wygrał swoją drugą walkę z rzędu.
Wynik: Kamil Szkaradek (7-1) przez poddanie (duszenie zza pleców) w 2 rundzie.
W przerwie między walkami doszło do wyjątkowego momentu. Federacja KSW postanowiła uhonorować żołnierzy, którzy pełnili służbę poza Polską przez co najmniej 60 dni.
Catchweight do 73 kg: Wilson Varela (13-6) vs Valeriu Mircea (30-9-1)
Walka rozkręcała się bardzo powoli. Obydwaj zawodnicy długo się badali. Akcji było tyle co kot napłakał – kilka lowkicków z obu stron. W końcu po ponad dwóch minutach Mircea trafił dobrym lewym sierpem a po tym pojedynek wrócił do ustawień fabrycznych. Mołdawianin teoretycznie wywierał presję, ale w praktyce aktywność była niska, a Francuz kiwał się z lewej do prawej. Wreszcie trafili się lowkickami. Mircea szukał zamachowych prawych, lecz zamiast w rywala trafiał w powietrze. W końcówce rundy Mołdawianin rzucił Varelą z klinczu na ziemię i dodał z góry kilka uderzeń.
Przed drugą rundą lekarz sprawdził wzrok Mołdawianina, lecz szybko dopuścił go do dalszej walki.
W drugiej odsłonie pojedynku Mircea nieco przyspieszył, ale jego ciosy nie dochodziły do celu za sprawą dobrej pracy na nogach Vareli. Przyjął jednak kilka lowkicków. Obaj zawodnicy szukali uderzeń na korpus. W pewnym momencie Mołdawianin trafił mocnym prawym sierpowym, a do tego dorzucił jeszcze lewego sierpa, co nie posłało Francuza na deski, lecz wyraźnie naruszyło. Varela odpowiedział mocnym lewym sierpem, uszkadzając oko rywala.
Niespełna dwie minuty przed końcem rundy Mircea obalił rywala. Francuz nagle krzyknął co nie umknęło uwadze sędziego, pytając Mołdawianina czy chce kontynuować starcie. Ten bez zawahania potwierdził. Okazało się później, że „Samotny wilk” ugryzł przeciwnika.
Mircea trafił kilka razy rywala, lecz Varela wrócił na nogi i od razu przewrócił Mołdawianina, zachodząc mu za plecy. Tej pozycji nie oddał już do końca rundy.
Przed trzecią rundą sędzia zakomunikował obydwu zawodnikom – aby walczyli uczciwie bez brudnych zagrywek.
W ostatniej rundzie Mircea złapał rytm. Varela kiwał się na boki i okazjonalnie polował na lewego sierpa w kontrze. „Samotny wilk” był skuteczniejszy, dosięgał Francuza ciosami i kopnięciami. W samej końcówce Mołdawianin obalił Varelę, a ten próbował ustawić się do balachy na kolano – bez powodzenia.
Wynik: Valeriu Mircea (31-9-1) jednogłośną decyzją sędziów (30-27, 29-28, 30-27)
Przed następną walką nastąpiła krótka przerwa. Odbyła się ceremonia Hall of Fame, do którego dołączyli pierwszy mistrz kategorii ciężkiej w historii federacji – Karol Bedorf, oraz były mistrz kategorii lekkiej – Maciej Jewtuszko. Panowie odebrali specjalne pierścienie, oraz wzniesiono proporczyki z nazwiskami obu zawodników.
Kat. lekka: Marian Ziółkowski (25-10-1) vs Marcin Held (30-10)
Mocny lowkick od Helda na początku walki. Po tym obydwaj zawodnicy bardzo ostrożni. Nagle dobry krzyżowy w kombinacji 1-2 od Ziółkowskiego, lecz Held od razu kontruje mocnym prawym. Po chwili pojedynek przeszedł do klinczu, tam reprezentant „Ankos MMA” złapał podwójny podchwyt i przewrócił rywala.
„Golden boy” wrócił na nogi przy ogrodzeniu, ale przeciwnik pozostał uwieszony na biodrach Ziółkowskiego. Były zawodnik Bellatora i UFC świetnie odepchnął się od siatki, dzięki czemu znalazł się za plecami rywala. Od razu próbował duszenia, lecz były mistrz KSW przetrwał. Ten próbował zapiąć trójkąt nogami, co wykorzystał jego przeciwnik zabierając mu nogę. Zaatakował skrętówką, lecz Ziółkowski bez problemu przetrwał. Po chwili Held znalazł się na górze i do końca rundy trafiał z tej pozycji swojego rywala.
Drugą rundę świetnie rozpoczął Held – najpierw próba obrotowego kopnięcia oraz łokcia, a następnie obalił Ziółkowskiego. Tam w półgardzie obijał głowę Warszawiaka. Potem próbował trójkąta rękoma – bez powodzenia. Nie zmieniło to jednak pozycji, a Held cały czas pewnie kontrolował przeciwnika, co i rusz obijając go w parterze. Taki stan rzeczy prezentował się do końca rundy.
W trzeciej odsłonie pojedynku to Ziółkowski zaczął lepiej, wyprowadzając proste na korpus oraz głowę. Held próbował odpowiadać, ale bez większego sukcesu. Po tym „Golden boy” wrzucił wyższy bieg, czym zmusił rywala do defensywy. Warszawianin przeplatał ciosy na korpus z ciosami. W końcu w połowie rundy Held zamknął rywala na siatce, skąd Tyszanin przeniósł walkę do parteru. Pod koniec Ziółkowski wrócił na moment na nogi, lecz walka znowu wróciła na ziemię.
Wynik: Marcin Held (31-10) jednogłośną decyzją sędziów (3 x 29-28)
Co-main event
Kat. średnia: Alain Van De Merckt (9-1) vs Tomasz Romanowski (18-11)
Pojedynek rozpoczął się bardzo spokojnie. Po minucie Romanowski trafił lewym, a Van De Merckt odpowiedział kopnięciami na nogi i korpus. Zawodnicy cały czas walczyli o wykluczenie swoich przednich rąk i co chwile je splatali. Przez całą pierwszą rundę Belg starał się trzymać dystans, a „Tommy” szukał tego jednego nokautującego lewego, i okazjonalnie obijał ciosami na korpus. Ani jeden ani drugi nie znalazł sposobu na przełamanie gardy rywala.
Drugą rundę lepiej rozpoczął Romanowski, trafiając „Top boya” mocnym krzyżowym. Po chwili dorzucił uderzenie na korpus. Podczas wymiany żaden z nich nie trafił czysto. Van De Merckt spróbował obalenia, ale Polak się wybronił. Reszta drugiej odsłony nie odbiegała za bardzo od poprzedniej – Romanowski atakował korpus i gardę, a Van De Merckt trzymał dystans i próbował kopnięć na głowę.
W trzeciej rundzie Polak do swojego arsenału dorzucił lowkicki, co lekko uśpiło czujność Belga, bo po jakimś czasie Stargardzianin podkręcił tempo. Pomijając poszczególne momenty, to miał on duże problemy z gabarytami Belga. Ten cały czas dystansował Romanowskiego frontalnymi kopnięciami. Przebieg reszty rundy nie odbiegał od dwóch pozostałych.
Wynik: Tomasz Romanowski (19-11) jednogłośną decyzją sędziów (30-27, 29-28, 30-27)
Walka wieczoru
O tymczasowe mistrzostwo KSW
Kat. Piórkowa: Adam Soldaev (10-2) vs Patryk Kaczmarczyk (12-3)
Od początku Kaczmarczyk przejął inicjatywę, wyprowadzając kopnięcia na nogi i korpus. Co jakiś czas zmieniał ustawienie na odwrotne. Potem celny middle kick i sierp. Czeczen odpowiada prostym. Kaczmarczyk wyraźnie aktywniejszy, ale Soldaev dobrze pracował podwójną gardą. W końcu przeszli w klincz na środku klatki. Polak na moment obalił Czeczena, ale ten wrócił na nogi.
„Książę Radomia” z każdą minutą walki stawał się coraz pewniejszy siebie. Co chwilę zasypywał swojego rywala kanonadą ciosów i kopnięć. W pewnym momencie jednak przedobrzył i podczas próby latającego kolana prawie nadział się na mocarnego sierpa w kontrze. Pod koniec rundy Czeczen rozerwał klincz i dorzucił do tego kilka uderzeń w kierunku Kaczmarczyka.
Drugą rundę dobrze rozpoczął Soldaev, który trafił kilkoma ciosami. Po chwili podkręcił tempo, prawdopodobnie za sprawą kontuzji palca, której nabawił się w pierwszej rundzie.
Kaczmarczyk zaatakował obrotówką i posłał Czeczena na deski. Ten próbował wstać, ale Radomianin rzucił się na niego i zaczął go bombardować ciosami, łokciami i kolanami. Po chwili znokdaunował „Czonkhura” lewym krzyżowym, a ten poleciał znowu na deski, lecz po prawie od razu wstał. Soldaev próbował odpowiadać, ale bez sukcesu. Kaczmarczyk szedł za ciosem. Trafił kilka razy ciosami i po tym obalił. W parterze obijał mocno Czeczena, lecz Soldaev przetrwał kryzys.
Później tempo walki spadło, a Kaczmarczyk kontrolował rywala przy siatce. Pod koniec obydwaj atakowali krótkimi ciosami, lecz Czeczen nieco częściej.
Początek trzeciej rundy był spokojniejszy, lecz nie oznaczało to nudy. Lepiej wszedł Soldaev – celne ciosy, mocne lowkicki. Kaczmarczyk minimalnie chybił kopnięciem na głowę. „Czonkhur” dużo pracował lewym prostym, a Kaczmarczyk mieszał ustawienie klasyczne z mańkutem. Obydwaj zawodnicy cały czas aktywni. Podczas intensywnych wymian zarówno jeden, jak i drugi trafiali. Kaczmarczyk zaszedł przeciwnikowi za plecy w klinczu i próbował obalić, lecz Czeczen się wybronił i odwrócił pozycję.
Końcówka rundy przebiegła pod siatką. Zawodnicy mocowali się na ogrodzeniu i obijali krótkimi uderzeniami. Po raz kolejny w ostatnich sekundach Soldaev był aktywniejszy.
W pierwszej rundzie mistrzowskiej Soldaev na początku prezentował się lepiej, lecz szybko Kaczmarczyk pokarał go ciosami na głowę i korpus. Czeczen zamknął Polaka na siatce, tam szukając obalenia. Radomianin wybronił się a potem sam próbował przenieść walkę do parteru – bez powodzenia.
Zawodnicy wymieniali ciosy na głowę i udo. W pewnym momencie Kaczmarczyk się wyrwał i zaczął nawałnicę ciosów. „Czonkhur” przetrwał, lecz został zamknięty na siatce, gdzie inkasował ciosy od rywala.
Ostatnia runda należała w pełni do „Księcia Radomia”, który na otwarcie trafił ciosami na górę i na dół, potem trafił kopnięciem na głowę. Czeczen został bardzo mocno naruszony. Polak poczuł krew i kontynuował nawałnicę ciosów. Soldaev przetrwał, lecz skończył w parterze. Kaczmarczyk zaszedł za plecy i zaatakował duszeniem, lecz reprezentant WCA nie dawał za wygraną. W końcu Radomianin przełożył rękę pod brodę rywala i zapiął duszenie zza pleców, przez co Soldaev poddał walkę. Patryk Kaczmarczyk tymczasowym mistrzem KSW kategorii piórkowej!
Wynik: Patryk Kaczmarczyk (13-3) przez poddanie (duszenie zza pleców) w 5 rundzie.












