Pogoń Szczecin ma nowego napastnika. Jordi Sánchez został zawodnikiem Dumy Pomorza, która aktywowała klauzulę odstępnego zapisaną w kontrakcie Hiszpana z Wisłą Kraków. 31-latek podpisał w Szczecinie umowę do końca czerwca 2028 roku z opcją przedłużenia o kolejny sezon. Sam transfer jest dużym wydarzeniem sportowym. Jeszcze większe emocje wywołały jednak kulisy jego przeprowadzki z Krakowa.
Sánchez był jednym z najgorętszych nazwisk tego okna transferowego w Ekstraklasie. Hiszpan znakomicie rozpoczął sezon i po siedmiu kolejkach miał na koncie sześć goli oraz asystę, dzięki czemu przewodził klasyfikacji strzelców. Wisła sprowadziła go w styczniu tego roku za darmo z japońskiego Hokkaido Consadole Sapporo, a w czerwcu przedłużyła z nim kontrakt do 30 czerwca 2027 roku. W umowie pozostała jednak klauzula odstępnego.
Z Hiszpanii, przez Widzew i Japonię, do Szczecina
Jordi Sánchez urodził się 11 listopada 1994 roku w Barcelonie. Jest wychowankiem CF Badalona, a w swojej karierze występował między innymi w rezerwach Valencii, UD Ibizie, Numancii, Castellón, UCAM Murcia i Albacete.
W 2022 roku trafił do Widzewa Łódź. W ciągu dwóch sezonów rozegrał tam 65 spotkań, strzelając 19 goli i dokładając 10 asyst. Latem 2024 roku przeniósł się do Japonii, gdzie reprezentował Hokkaido Consadole Sapporo. Do Polski wrócił w styczniu tego roku, podpisując kontrakt z Wisłą Kraków.
W Krakowie szybko stał się kluczową postacią ofensywy. Teraz ma być jednym z najważniejszych elementów ataku Pogoni.
Królewski: „Nie tak powinniśmy się o tym dowiadywać”
Transfer wywołał jednak otwartą wojnę między Jarosławem Królewskim a Alexem Haditaghim.
Właściciel Wisły jako pierwszy poinformował kibiców o odejściu Sancheza. Nie kwestionował samego istnienia klauzuli. Problemem miało być natomiast to, w jaki sposób Pogoń doprowadziła do transferu.
Według Królewskiego Wisła o zainteresowaniu Pogoni dowiedziała się dopiero w niedzielę od agenta zawodnika. Jak twierdzi właściciel Białej Gwiazdy, agent miał wcześniej uzgadniać z Pogonią i piłkarzem warunki indywidualnego kontraktu, zanim krakowski klub został poinformowany o zamiarze aktywowania klauzuli.
Królewski wskazał również na status agenta Sancheza i zarzucił mu brak wymaganej licencji FIFA/PZPN oraz naruszenie zasad poufności dotyczących kontraktu zawodnika. Zastrzegł przy tym, że oceną tych kwestii powinny zająć się odpowiednie organy piłkarskie.
I rzeczywiście — sprawa trafiła do Komisji Ligi. Wisła złożyła wniosek dotyczący transferu i wskazała w nim swoje zastrzeżenia dotyczące wcześniejszych rozmów Pogoni z zawodnikiem lub jego przedstawicielem.
Haditaghi odpowiada. I robi się naprawdę gorąco
Alex Haditaghi nie zamierzał pozostawić zarzutów bez odpowiedzi. Właściciel Pogoni przekonywał, że klub działał prawidłowo, zgodnie z kontraktem zawodnika oraz przepisami FIFA i PZPN.
W najnowszym wpisie zwrócił uwagę, że sam Królewski potwierdził najważniejsze elementy transakcji: klauzula była ważna, Pogoń ją aktywowała, a Wisła otrzyma pieniądze za zawodnika. Haditaghi uznał więc sprawę transferu za zamkniętą, a dalsze zarzuty określił jako bezpodstawne. Poszedł jeszcze dalej — zagroził Królewskiemu pozwem sądowym w przypadku kontynuowania oskarżeń.
Właściciele obu klubów przerzucają się więc argumentami, a o tym, czy przy negocjacjach doszło do naruszenia przepisów, ostatecznie rozstrzygnąć mają właściwe organy.
Najbardziej pikantne jest jednak to, co wydarzyło się wcześniej
Cała historia nabiera dodatkowego smaku, jeśli przypomnieć sobie wydarzenia sprzed kilkunastu dni.
Pod koniec sierpnia to Alex Haditaghi grzmiał na temat zakulisowych rozmów z zawodnikiem związanym kontraktem z Pogonią. Chodziło o Jeana-Pierre’a Nsame i Wieczystą Kraków.
Według dokumentów ujawnionych przez właściciela Pogoni Wieczysta miała skontaktować się z Nsame i jego przedstawicielami mimo obowiązującego kontraktu Kameruńczyka ze szczecińskim klubem. W ofercie miała znaleźć się pensja w wysokości 35 tysięcy euro miesięcznie oraz bonus za podpisanie umowy. Pogoń złożyła w tej sprawie formalne skargi do PZPN i Ekstraklasy, a Haditaghi zapowiadał nawet możliwość skierowania sprawy do FIFA.
Teraz sytuacja się odwróciła.
To klub Haditaghiego sięgnął po zawodnika związanego kontraktem z innym klubem. Z tą różnicą, że w przypadku Sancheza istniała konkretna klauzula odstępnego, z której Pogoń skorzystała.
I właśnie ten kontrast stał się paliwem dla dzisiejszej wymiany ognia między właścicielami Pogoni i Wisły.
Sánchez ma strzelać, a nie tweetować
Na końcu całego zamieszania pozostaje jednak piłka.
Pogoń pozyskała napastnika, który w pierwszych siedmiu kolejkach tego sezonu zdobył sześć bramek. 190 centymetrów wzrostu, doświadczenie z Hiszpanii, Polski i Japonii oraz znajomość Ekstraklasy sprawiają, że Portowcy dostają zawodnika, który powinien od razu rywalizować o miejsce w podstawowym składzie.
Sánchez będzie występował z numerem 22. Kontrakt obowiązuje do czerwca 2028 roku, a Pogoń zagwarantowała sobie możliwość przedłużenia go o kolejnych 12 miesięcy.
Dla Pogoni to więc wyjątkowo intensywny dzień na finiszu okna transferowego. Jest nowy napastnik, a w tle — zamiast spokojnego dopinania papierów — publiczna wojna właścicieli dwóch klubów i sprawa, która już trafiła na biurko Komisji Ligi.
Dzień transferu Sancheza przyniósł Pogoni także inne rozstanie. Z klubem definitywnie pożegnał się Igor Brzyski, który przeniósł się do czeskiej Sigmy Ołomuniec. 19-letni pomocnik trafił do Szczecina w lutym tego roku z Torino, ale nie doczekał się debiutu w pierwszym zespole Pogoni. W minionym sezonie wystąpił w 12 spotkaniach trzecioligowych rezerw Portowców. Teraz swoją karierę będzie kontynuował w Czechach.