Po publikacji „Zachodniopomorski Urząd Marszałkowski – tu kontakt z urzędnikiem to sport ekstremalny” dotyczącej odmowy ujawnienia kontaktów i struktury kadrowej Urzędu Marszałkowskiego Województwa Zachodniopomorskiego do redakcji regularnie zgłaszają się czytelnicy. Tym razem jednak nie chodzi już tylko o utrudniony kontakt z urzędnikami. Coraz częściej pojawia się pytanie znacznie poważniejsze: czy brak jawności służy ukrywaniu politycznego charakteru zatrudnienia w urzędzie?
Z napływających sygnałów wyłania się obraz instytucji, która dla części lokalnych działaczy politycznych staje się bezpiecznym miejscem zatrudnienia. Wskazywane są nazwiska osób aktywnych publicznie, radnych i działaczy związanych z Koalicją Obywatelską, którzy – obok działalności politycznej – znajdują zatrudnienie w strukturach Urzędu Marszałkowskiego, i nie zawsze zgodnie ze swoimi kompetencjami.
Nie jest naszym zadaniem ocenianie kwalifikacji konkretnych osób. Problem polega na czymś innym: brak jawnej informacji o strukturze kadrowej uniemożliwia społeczną weryfikację, czy zatrudnienie odbywa się w trybie konkurencyjnym, transparentnym i opartym na kompetencjach.
Brak jawności jako tarcza ochronna
W normalnie funkcjonującej administracji publicznej lista pracowników, ich stanowiska i zakresy odpowiedzialności są dostępne publicznie. To podstawowy mechanizm kontroli społecznej. W Zachodniopomorskim Urzędzie Marszałkowskim ten mechanizm został jednak wyłączony.
Odmowa udostępnienia służbowych numerów telefonów i adresów e-mail – uzasadniana „cyberbezpieczeństwem” – ma bardzo konkretny skutek polityczny: utrudnia identyfikację osób decyzyjnych i rozmywa odpowiedzialność. Gdy nie wiadomo, kto pracuje w danym departamencie i kto odpowiada za konkretne decyzje, znika możliwość zadawania niewygodnych pytań.
Partyjność zamiast przejrzystości? W tym kontekście coraz częściej pada pytanie, czy brak jawności nie jest świadomą strategią. Strategią, która chroni przed pytaniami o tryb zatrudnienia, ogranicza dostęp do informacji o powiązaniach personalnych, minimalizuje ryzyko wykazania, że urząd pełni rolę etatowni dla politycznych kolegów, a nie neutralnej administracji.
To nie są zarzuty, lecz konsekwencje braku przejrzystości. Gdy urząd odmawia podstawowych informacji, sam generuje podejrzenia.
Zachodniopomorski Urząd Marszałkowski – tu kontakt z urzędnikiem to sport ekstremalny
Prawo do informacji to prawo do kontroli władzy
Kto pracuje w Urzędzie Marszałkowskim? To m.in. Mateusz Gieryga, radny Miasta Szczecin, Tomasz Banach – radny Gminy Goleniów, który próbował wygrać wybory na burmistrza Goleniowa, nie udało się, ale znalazł angaż w Urzędzie Marszałkowskim, pracuje tam również Robert Betyna, radny Powiatu Pyrzyckiego. Ale tego na oficjalnej stornie Zachodniopomorskiego Urzędu Marszałkowskiego nie zobaczymy. Dlaczego?
Zgodnie z konstytucyjną zasadą jawności życia publicznego obywatele mają prawo wiedzieć, kto w ich imieniu wykonuje zadania publiczne i na jakich zasadach. Dotyczy to w szczególności instytucji finansowanych z pieniędzy publicznych, takich jak urząd marszałkowski.
Ukrywanie danych kadrowych pod pretekstem „narzędzi pracy” oznacza w praktyce ograniczenie prawa do kontroli władzy wykonawczej. A to już nie jest problem techniczny ani organizacyjny – to problem ustrojowy.
Im dłużej urząd odmawia jawności, tym mocniej utrwala się wrażenie, że nie chodzi o ochronę pracowników, lecz o ochronę układu personalnego. Układu, który bez przejrzystości nie podlega żadnej realnej ocenie społecznej.
Pytanie, które dziś mieszkańcy mogą sobie zadawać, brzmi jasno: czy Urząd Marszałkowski jest instytucją publiczną, czy politycznym zapleczem dla swoich? I czy odmowa udostępnienia informacji nie jest próbą zamknięcia tego tematu zanim padną konkretne nazwiska i liczby?
Jedno jest pewne: brak jawności nigdy nie działa na korzyść władzy. Zawsze działa przeciwko zaufaniu. A administracja, która boi się jawności, sama wystawia sobie najgorsze świadectwo.












