Ten rok zdecydowanie należy do Pobierowa – niedużej miejscowości na zachodniopomorskim wybrzeżu Bałtyku. Ale jakże obfitej w sensacje różnego rodzaju.
Kilka miesięcy temu kraj obiegła wieść, że słynny „Domek Ewy Braun” w Pobierowie został wystawiony na sprzedaż. Od lat trwają spory, czy kochanka i późniejsza żona Adolfa Hitlera była choć raz w tej miejscowości i postawiła chociaż stopę na terenie tej nieruchomości, czy w ogóle miała pojęcie, że ma jakiś dom gdzieś nad morzem. Była, nie była, prawda to, czy bajdy. Ale jest legenda, budzi ciekawość i kontrowersje. W każdym razie cena tej zniszczonej chałupy z lat 30. ub. wieku, położonej w lesie 50 metrów od plaży jeszcze niedawno wynosiła 4,25 mln złotych.
Kilka tygodni temu o Pobierowie zrobiło się kolejny raz głośno kiedy otwarto olbrzymi hotel Gołębiewski. Minęło kilkanaście dni i znowu Pobierowo pojawiło się w mediach. Bo w hotelu pojawił się pewien popularny polski recenzent kulinarny z YouTube słynący z testów jedzenia w barach, kebabowniach, budkach z zapiekankami i restauracjach. I krótko mówiąc – nie był zadowolony z pobytu. Nie omieszkał o tym poinformować w internecie
Z jego relacji wynikało, że w wynajętym apartamencie była zepsuta klima, temperatura sięgała ponad 30 stopni Celsjusza, a z kranu leciała brudna woda. Otrzymał zwrot pieniędzy, ale wieści poszły w Polskę. Ostatnio ów recenzent znowu pojawił się w Pobierowie. Ale już w innym hotelu. I ponownie miał jakieś zastrzeżenia. Albo więc on ma pecha do pobierowskich hoteli, albo one do niego.
Ale miejscowość ta nie daje o sobie zapomnieć. Niedawno znowu zrobiło się o niej głośno w mediach. Bo do użytku oddano ciekawą inwestycję – „wyjątkowe zejście na plażę, łączące imponujący taras widokowy, schody, przeszkloną windę oraz pochylnię prowadzącą na poziom plaży wraz z całoroczną toaletą. Nigdzie indziej na polskim wybrzeżu nie ma dziś takiego rozwiązania” – poinformowała gmina Rewal w oficjalnym komunikacie. Nie, to nie jest jakaś „fata mrugana” jak mawiał dozorca Popiołek w serialu „Dom”.
Konstrukcja, która stanęła przy ulicy Mickiewicza ma ok. 35 metrów długości, w najszerszym miejscu 7,6 metra szerokości i blisko 175 m kw. powierzchni. Wychodzi poza linię klifu, ponad plażę, a jej najwyższa część znajduje się około 9 metrów nad poziomem morza. Widok rzeczywiście jest niezwykły i na morze i na plaże. No i jeszcze można sobie pojeździć zewnętrzną, przeszkloną windą, która zjeżdża z poziomu tarasu do pochylni o długości około 21 metrów, prowadzącej bezpośrednio na plażę. Po zmroku cały obiekt jest podświetlany różnymi kolorami. „Jest też taras, z którego można podziwiać plażę, morze, zachody słońca. Taras jest z takim dziobem jak z Titanica, tak że można tam sobie robić wspaniałe zdjęcia” – zachwalał w jednej ze stacji TV wójt Rewala.
Podobno gmina zaczęła szukać sobowtórów Leonarda di Caprio i Kate Winslet, żeby co sobotę, o zachodzie słońca, na dziobie tarasu prezentowali turystom tę słynną filmową scenę. Towarzyszyć temu będzie oczywiście nie mniej słynny przebój Celine Dion w wykonaniu jakiegoś lokalnego artysty na jakimś romantycznym instrumencie szarpanym np., harfie, ukulele, mandolinie lub banjo. Na koniec pobierowscy Di Caprio i Winslet wsiadają do windy i zjeżdżają nią na plażę. Z tarasu dobiega szloch wzruszonych turystek, morze szumi jak od tysięcy lat, gdzieś z oddali dobiega „śpiew” kolejnego zbłądzonego wieloryba, a oni powoli znikają w mroku…The end.
(gdyby ktoś się nie domyślił, to ten tekst ma charakter żartobliwy, doświadczenie wskazuje jednak, że wielu traktuje wszystko z cmentarną powagą oraz czyta bez zrozumienia, stąd też te słowa wyjaśnienia)