W szczecińskim samorządzie od kilku tygodni wyraźnie czuć napięcie. Oficjalnie – współpraca wciąż trwa, nieoficjalnie – pojawiły się poważne rysy. W centrum zamieszania znalazła się miejska kultura, a dokładniej: sposób, w jaki zarządza się nią w magistracie. Ostatnie wypowiedzi zastępcy prezydenta Szczecina, Marcina Biskupskiego w lokalnych mediach nie pozostawiają wątpliwości, że między nim a prezydentem Piotrem Krzystkiem narasta konflikt, dotyczący kompetencji i wpływu na decyzje kadrowe.
Publiczne kontestowanie decyzji? Biskupski, który odpowiada w ratuszu m.in. za kulturę, wprost skrytykował decyzje kadrowe dotyczące wyboru dyrektora Wydziału Kultury, twierdząc, że nie ma realnego wpływu na kluczowe nominacje.
– Dopóki ja biorę za kulturę odpowiedzialność, oczekuję suwerenności w podejmowanych decyzjach – powiedział w jednym z wywiadów.
A na antenie Radia Szczecin wyraźnie zaznaczył brak ochoty na współpracę z nowym dyrektorem Wydziału Kultury:
– Uważam, że jest różnica pomiędzy organizowaniem zajęć dla młodzieży, a zarządzaniem bardzo trudną sferą, Wydziałem Kultury, więc byłem jakby zwolennikiem ponowienia konkursu – komentował wybór Marty Dziomdziory na szefową wydziału.
To zdanie dobrze oddaje napięcie: zastępca prezydenta zaczyna komunikować swoje niezadowolenie nie w gabinecie, ale za pośrednictwem mediów. A to zawsze sygnał, że w relacjach wewnątrz ratusza dzieje się coś poważnego. A sygnalizowanie niezadowolenia od razu nie napawa optymizmem jeśli chodzi o współpracę na linii Dziomdziora-Biskupski… bo stawiając się na miejscu nowego dyrektora wydziału, jak tu rozmawiać z przełożonym, który publicznie mówi, że chciałby kogoś innego?
Odpowiedź prezydenta: „Wybaczam, ale przypominam, kto jest selekcjonerem”
Zapytany przez nas o ocenę zachowania swojego zastępcy, Piotr Krzystek zachował urzędowy spokój, choć nie zabrakło w jego słowach chłodnego dystansu.
– Nie zwykłem dyskutować o takich kwestiach publicznie. Tego rodzaju oceny winny być formułowane i wyjaśniane w gabinetach. Przenoszenie wewnętrznych dyskusji na łamy publiczne nie służy uspokojeniu sytuacji ani poprawności relacji – powiedział prezydent.
Dość znamienne były też jego dalsze słowa, odnoszące się do metafory użytej przez Biskupskiego, który porównał siebie do selekcjonera, a Krzystka do prezesa PZPN, sugerując, że to on – jako zastępca – powinien mieć prawo decydować o „składzie drużyny”.
– Takie wypowiedzi trzeba wybaczać. Pan prezydent Biskupski, jest na początku swej drogi w roli zastępcy. Być może więc, z braku doświadczenia, nie wie jeszcze, że w przypadku prezydenta miasta cała odpowiedzialność za decyzje i tak spoczywa na prezydencie. Ustawa o samorządzie mówi, że prezydent może mieć zastępców – ale wcale nie ma takiego obowiązku. Prezydent dobiera sobie zastępców, aby pomagali mu w pracy, ale to prezydent jest w tej relacji zarówno „prezesem”, jak i „selekcjonerem”– skomentował Krzystek.
Słowa te można odczytać jako przypomnienie hierarchii, ale i subtelne upomnienie.
KO w niewygodnej pozycji
Piotr Krzystek zapewnia:
– Mam bardzo dobre relacje z marszałkiem Olgierdem Geblewiczem oraz ministrem Arkadiuszem Marchewką.
Dlaczego w centrum całej sytuacji znalazła się miejska kultura – temat, który w kampanii wyborczej miał łączyć, a nie dzielić? Chaos w ostatnich tygodniach jest coraz większy, ze struktur doradczych we wrześniu odeszła prof. Inga Iwasiów. Ogłosiła rezygnację z udziału w Prezydenckiej Radzie Kultury. W swoim oświadczeniu napisała:
„Początkowo Rada pracowała intensywnie, wypowiadała się w istotnych sprawach. Obecnie straciła tę funkcję, przeistacza się w fasadowe zgromadzenie (…). Jestem głęboko rozczarowana stanem rzeczy.”
To mocne słowa, zwłaszcza że Iwasiów przez lata była jedną z bardziej zaangażowanych postaci szczecińskiego środowiska kulturalnego, związanego z Koalicją Obywatelską. Jej odejście można więc uznać za sygnał ostrzegawczy. Środowisko artystyczne coraz częściej krytykuje także wypowiedzi przedstawicieli władz, którzy twierdzili podczas konferencji prasowej, że „szczecińska kultura nie jest w kryzysie”. Dla wielu to dowód oderwania od rzeczywistości, w której instytucje kultury borykają się z problemem braku długofalowej strategii.
Spór Krzystek–Biskupski ma w sobie coś więcej niż tylko nieporozumienie administracyjne. To konflikt o styl zarządzania i definicję współodpowiedzialności. Prezydent przypomina, że zgodnie z ustawą cała odpowiedzialność spoczywa na nim. Zastępca odpowiada, że nie może odpowiadać za coś, na co nie ma wpływu.
Oficjalnie – współpraca trwa. Nieoficjalnie – w Koalicji Obywatelskiej coraz częściej słychać pytania, czy warto, by Marcin Biskupski był twarzą współpracy na rzecz kultury w szczecińskim magistracie. Bo ta kultura, zamiast być przestrzenią współpracy i porozumienia, stała się dziś symbolem braku komunikacji w samym sercu magistratu.












