O wygnanej zdecydował rzut wykonany na 2,5 sekundy przed końcem. King męczył się niemiłosiernie ze Śląskiem Wrocław, przegrywał już 12 punktami, by ostatecznie wyrwać zwycięstwo w rywalizacji ze zdobywcą Superpucharu Polski. Decydujące punkty zdobył Aleksander Dziewa po doskonałym zagraniu Tony`ego Meiera.
Atmosfera przed meczem była gorąca. King był żądny rewanżu za przegraną ze Śląskiem o Superpuchar Polski, ale to wrocławianie byli stawiani w roli faworytów, za nimi przemawiał również własny parkiet i żywiołowi kibice.
To nie było wybitne widowisko, obie drużyny popełniały sporo błędów zarówno w defensywie, jak i w ataku. To drugie bolało szczególnie Wilki Morskie, które zarówno w pierwszej, jak i drugiej kwarcie zdobywały zaledwie po 14 punktów – to zdecydowanie poniżej oczekiwań jak na wicemistrza Polski. Na szczęcie i gospodarze nie grzeszyli skutecznością, do przerwy Śląsk prowadził 38:28.
Wilki świetnie rozpoczęły trzecią kwartę, szybko odrobiły straty by… ponownie się zaciąć z grą i ponownie dać odskoczyć rywalom. Jeszcze w czwartej kwarcie Śląsk prowadził ośmioma puntami i wtedy King zaczął grać skutecznie w defensywie. Gospodarze w ostatnich dziesięciu minutach zdobyli zaledwie 9 punków! Wilki były skuteczniejsze i w ostatniej swojej akcji Tony Meier popisał się genialnym podaniem do Aleksandra Dziewy. A ten przy stanie 66:64 dla Śląska trafił rzut z faulem. Najpierw na tablicy wyników wyświetlił się wynik 66:66, a Dziewa trafił na 2,5 sekundy przed końcem meczu dodatkowy rzut osobisty i wyprowadził Kinga na jednopunktowe prowadzenie. Gospodarze nie rzucili w ostatniej akcji meczu i wygrana szczecinian stała się faktem.
To był prawdziwy horror, ale na szczęście dla Kinga, nie zakończył się koszmarem!












