Ostatnia kolejka PLK przyniosła jedno z najbardziej wyczekiwanych starć na koszykarskiej mapie Polski – bitwę o Pomorze. Trefl Sopot i King Wilki Morskie Szczecin po raz kolejny stanęli naprzeciw siebie w pojedynku, w którym nigdy nie brakuje emocji. Tym razem jednak dramaturgia trwała krótko. Gospodarze od pierwszych minut narzucili swój styl gry, konsekwentnie budowali przewagę i ostatecznie pewnie pokonali szczecinian 84:74, obnażając ich braki w ataku i problemy z organizacją gry. Wilki próbowały poderwać się do walki dopiero w końcówce, ale Trefl – bardziej poukładany, skuteczniejszy i dojrzalszy tego dnia – nie pozwolił wypuścić zwycięstwa z rąk.
Mecz w Sopocie rozpoczął się fatalnie dla Kinga. Wilki od pierwszych akcji wyglądały na zagubione, a gospodarze błyskawicznie narzucili swój rytm gry. Już po kilku minutach tablica wyników pokazywała 13:4 dla Trefla – szczecinianie pudłowali i mieli wyraźne problemy z organizacją defensywy. Trefl rozgrywał natomiast swoje akcje z dużą płynnością, łatwo wchodząc pod kosz lub znajdując czyste pozycje na obwodzie.
Dopiero przy dziewięciopunktowym deficycie goście zaczęli grać agresywniej, podkręcając tempo w obronie. Przyniosło to szybkie efekty: najpierw trafił Popović, chwilę później Friedel, a udana akcja 2+1 Mateusza Kostrzewskiego zmniejszyła straty do 15:11. Był to najlepszy fragment gry Wilków w tej części spotkania. Niestety, chwilowe przebudzenie nie wystarczyło, by odwrócić losy kwarty. W końcówce ponownie pojawiły się problemy rzutowe szczecinian, a Trefl bezlitośnie wykorzystywał każdy ich błąd. Sopocianie wrócili do kontrolowania tempa i ponownie odskoczyli. Pierwsza kwarta zakończyła się wyraźnym prowadzeniem Trefla Sopot 25:13.
Druga kwarta nie przyniosła szczecinianom żadnego przełamania. Choć Przemysław Żołnierewicz walczył za dwóch, rzucał się po piłki i próbował rozruszać ofensywę mistrzów Polski, jego indywidualne przebłyski nie były w stanie przełamać dobrze naoliwionej, zespołowej maszyny Trefla. Sopot grał pewnie, konsekwentnie i z dużą skutecznością, regularnie znajdując luki w obronie Wilków. W połowie kwarty gospodarze jeszcze mocniej podkręcili tempo. Kluczowym momentem była akcja 3+1 Jakuba Schenka, po której przewaga Trefla urosła już do 18 punktów – 39:21. King miał ogromne problemy z powstrzymaniem zarówno agresywnych wejść pod kosz, jak i szybkiej gry na obwód sopocian.
Po stronie Wilków wciąż brakowało wyraźnych liderów. Popović i Gielo pozostawali praktycznie niewidoczni, nie wnosząc energii ani punktów. Rolę lidera próbował przejąć Anthony Roberts, który do przerwy zdobył 11 oczek i jako jeden z nielicznych trafiał w trudnych momentach. Obraz gry do końca drugiej kwarty nie zmienił się – Trefl swobodnie kontrolował rytm, spokojnie budował przewagę, a szczecinianie nie potrafili znaleźć sposobu na przełamanie własnej niemocy. Na przerwę Wilki schodziły przegrywając 50:30.
Po przerwie obraz gry zmienił się tylko nieznacznie. Trefl nieco spuścił z tonu i zgubił część swojej wcześniej imponującej skuteczności, jednak King nie był w stanie wykorzystać tej okazji. Szczecinianie wciąż mieli problem z płynnością ataku, a każda dobra akcja była okupiona dużym wysiłkiem i rzadko prowadziła do zrywu mogącego odmienić przebieg meczu. Szczecinianie wygrali trzecią kwartę 17:15, ale było to jedynie kosmetyczne zmniejszenie strat, a nie rzeczywiste odwrócenie narracji spotkania.
Trefl wciąż zachowywał pełną kontrolę. Sopot nie potrzebował fajerwerków – wystarczyło spokojne, konsekwentne rozgrywanie i wypunktowywanie błędów Kinga. Na ostatnie dziesięć minut meczu gospodarze wychodzili na parkiet z przewagą 65:47, a kibicom ze Szczecina pozostawało już liczyć tylko na cud.
Cud jednak nie nadszedł. King Szczecin przez całą ostatnią kwartę wciąż zmagał się z tymi samymi problemami, które towarzyszyły mu od początku meczu: nieskutecznością, brakiem rytmu w ataku i słabą reakcją na szybkie akcje Trefla. Wysokie prowadzenie gospodarzy tylko pogłębiało frustrację i osłabiało morale Kinga. W pewnym momencie sopocianie powiększyli przewagę aż do 26 punktów, wyraźnie demonstrując pełną kontrolę nad tym spotkaniem.
Dopiero w końcówce Wilki rzuciły się do rozpaczliwej pogoni. Seria celnych rzutów i kilka skutecznych akcji w obronie pozwoliły zmniejszyć straty – na półtorej minuty przed końcem meczu różnica stopniała do zaledwie 9 punktów. Jednak Trefl, drużyna doświadczona i świadoma swojej przewagi tego dnia, nie pozwolił sobie wyrwać zwycięstwa. Po końcowej syrenie tablica pokazała wynik 84:74 dla Trefla Sopot.