Home Felietony  Akrobacje, czyli nowe Szczecina atrakcje
Felietony 

Akrobacje, czyli nowe Szczecina atrakcje

195
akrobacje, czyli nowe szczecina atrakcje
fot. Joanna Agatowska - Prezydent Miasta Świnoujście/Facebook

Szczecinowi nie brakuje atrakcji. Ale jak mówi ulubione przysłowie bankierów – „od przybytku głowa nie boli”. Cóż więc to miałoby być? Trickline, highline, longline i waterline. Dlaczego akurat to? Bo ze Szczecina pochodziły dwie sławy światowego formatu w podobnej dziedzinie.

Dla niecierpliwych szybkie info: trickline – skoki i akrobacje na elastycznej taśmie, highline – chodzenie po niej kiedy jest zawieszona bardzo wysoko nad ziemią (np. między budynkami lub skałami) z asekuracją (lonża, uprząż), longline – na bardzo długich odcinkach (kilkudziesięciu metrów) oraz waterline – zawieszonej nad wodą, np. nad Odrą.  

Jedną z atrakcji tegorocznych Mikołajek w Świnoujściu był Mikołaj. Ale sensacja! – ktoś westchnie znacząco wzruszając ramionami. Owszem, sam Mikołaj w Mikołajki, to rzeczywiście żadne wydarzenie. Ale taki, który chodzi po linie między dachami budynków i do tego jeszcze w towarzystwie elfów-linoskoczków, to już brzmi ciekawiej. W dodatku obyło się bez upadku ze strony Mikołaja, na który pewnie kilku widzów liczyło. 

Chodzenie po linie na wysokości. To kiedyś była prawdziwa atrakcja i sensacja „ tylko dla widzów o mocnych nerwach”. Podobnie jak pokazy motocyklowe w „beczkach śmierci”, które prezentowały objazdowe „wesołe miasteczka” m.in. na prowincjonalnych festynach, jarmarkach i odpustach, a które doprowadzały niektórych o palpitację serca. Te akurat były asumptem do własnych popisów lokalnych akrobatów, którzy np. przy pomocy kilku win marki „Wino” oraz motocykla WSK, czyli tzw. Wiejskiego Sprzętu Kaskaderskiego próbowali udowodnić, szczególnie płci żeńskiej, jakimi są chojrakami i „twardzielami”, że to żadna filozofia, każdy głupi potrafi takie sztuczki robić i to bez beczki, a oni są w prostej linii potomkami tych, co z szablą na czołgi i których mottem są słowa hymnu: „dał nam przykład Bonaparte jak zwyciężać mamy”. Kończyło się to najczęściej interwencją lekarza lub farmaceuty i zbiorowymi modłami w intencji nawrócenia głupka – akrobaty.

Dziś w dobie internetu oraz tego co zaprezentowali bohaterowie filmów spod znaku „Jackass” niewiele jest nas w stanie zadziwić, zdumieć, przerazić, zszokować. Choć dosyć często udaje się to np. politykom i to z różnych partii. Takie więc pokazy chodzenia po linie między budynkami, to np. zdaniem młodzieży ciekawiły ludzi, ale w średniowieczu. Ale czy, aby na pewno? 

Frekwencja podczas Mikołajek w Świnoujściu wskazuje na coś innego. To może powrócić do takich pokazów np. w Szczecinie? Choćby w formie organizowanego raz do roku festiwalu lub przeglądu akrobatów, linoskoczków czy innych magików, którzy na linie na wysokości cuda czynią m.in. żonglują czym się da, jeżdżą rowerem lub elektryczną hulajnogą itp. Skąd ten pomysł? Bo akurat, jak mawiał Kazimierz Pawlak z „Samych swoich”, jesteśmy „dziedzicznie obciążeni” takim rodzajem sztuki. Otóż ze Szczecina pochodziła Camilla Mayer (prawdziwe nazwisko Lotte Witte, ur. w 1918 roku, zm. w Berlinie w 1940), jedna z najsławniejszych, wtedy, na świecie akrobatek i linoskoczek, dziś już całkowicie zapomniana. Słynęła z akrobacji na dużych wysokościach. W 1935 roku w Atlantic City w USA wykonywała ewolucje na maszcie liczącym 53 metry wysokości! W tym czasie to był rekord świata. Ale nie zawsze było tak pięknie. W 1936 roku cudem nie zginęła w Clacton-on-Sea (Wielka Brytania), gdy ktoś (niewykluczone, że z konkurencji) przeciął liny nośne stalowego masztu, na którym triumfowała w USA. Występowała także w Szczecinie. W 1938 roku przeciągnięto linę o długości 275 metrów między kopułą Muzeum Narodowego przy Wałach Chrobrego (wtedy Hakenterasse) a słupem przy pomniku cesarza Fryderyka III (aktualnie stoi tam pomnik Adama Mickiewicza). A Camilla Mayer po tej linie…zjechała! Mieszkańcy miasta wpadli w osłupienie, zdumienie, a potem w zachwyt. Nie ma w tym przesady. Są zdjęcia prezentujące jak oszalały z zachwytu tłum niesie Camillę na rękach ulicami Szczecina. 

Zginęła dwa lata później – w styczniu 1940 roku. Spadła z 20-metrowego słupa w trakcie cyrkowego show w Berlinie. Pochowano ją w Szczecinie na Cmentarzu Centralnym. Ale po jej grobie nie ma dziś śladu. Ze stolicy Pomorza Zachodniego pochodziła jeszcze inna sławna akrobatka – Panna La La. Urodziła się w 1858 roku i była córką pochodzącego z Afryki czarnoskórego Wilhelma Browna i pruskiej obywatelki Marie Chritine Borchadt. Już w wieku dziewięciu lat zaczęła występować w cyrku jako akrobatka. Zasłynęła jako „Żelazna Szczęka” – podwieszona pod dachem areny wykonywała akrobacje trzymając w zębach drążek, do której przyczepiono armatę! Nic dziwnego, że stała się sławna nie tylko Europie. 

W trakcie pokazów w Paryżu zafascynował się nią znany malarz Edgar Degas,. W 1879 roku poświęcił jej obraz „Miss La La w Cirque Fernando” (wisi w National Gallery w Londynie).  To chyba jedyna szczecinianka w historii uwieczniona na płótnie przez jakiegoś sławnego malarza (no chyba, że wcześniej lub później jakiś szczeciński krezus finansowy zapłacił „milion monet” i wynajął jakiegoś geniusza pędzla, aby namalował jego żonę, córkę lub kochankę, a my o tym nie wiemy, dzieło zaginęło albo jest w prywatnych zbiorach pewnego południowoamerykańskiego handlarza narkotykami). Popisowy numer Panny La La wyglądał tak: trzymaną w zębach liną podciągała na pewną wysokość namiot cyrkowy, albo armatę! Dacie wiarę! Ileż ona by teraz zarabiała reklamując wyroby stomatologiczne?! W końcu wyjechała do USA i tam ślad po niej zaginął. 

Jakże więc, mając takie przykłady, nie stworzyć w Szczecinie np. letniego Festiwalu Akrobatów i Linoskoczków im. Panny La La i Camilli Mayer? Do tego m.in. połykacze ognia i mieczy oraz pokazy „człowieka – muchy” lub „człowieka – pająka” (kogoś w stylu sławnego Alaina Roberta). A najlepiej kilku takich osobników, którzy zdobywaliby bez zabezpieczenia i na czas np. „termos” Pazimu lub Hanzę Tower. 

(gdyby ktoś się nie domyślił, to ten tekst ma charakter żartobliwy, doświadczenie wskazuje jednak, że wielu traktuje wszystko z cmentarną powagą oraz czyta bez zrozumienia, stąd też te słowa wyjaśnienia)

Powiązane artykuły

przypłynął prom, wróciła…stępka
Felietony 

Przypłynął prom, wróciła…stępka

Jeden nowy prom, a ile wzbudził pasji, emocji, wściekłości, nerwów, morderczych instynktów, ...

miał być „winter is coming” i jest
Felietony 

Miał być „winter is coming” i jest

„Krowy bedo sie źrebili, kobyły cielili, owieczki prosili! Chłop z chłopem spać...

carnavale, czyli szał ciał!
Felietony 

Carnavale, czyli szał ciał!

Już w najbliższy wtorek zaczyna się. Tegoroczny karnawał! Będzie bardzo krótki, bo...

jasnowidzący już wiedzą
Felietony 

Jasnowidzący już wiedzą

Wybitny polski pisarz – Stanisław Lem mawiał: „bądź dobrej myśli, bo po...